Showing posts with label sweden. Show all posts

15.0 niewielkie przelotne opady deszczu

10:59 PM anna m. 11 Comments

















































zdjęć z wakacji jest mnóstwo,
i powoli będę opowiadać o tym, co udało mi się
tym razem znaleźć nad (nie tylko) naszym morzem.
ale w międyczasie dzieje się też bardzo dużo,
w naszym nowym węgierskim świecie.
niestety, na skaner zabrakło już miejsca w bagażu,
więc tutejsze zdjęcia będą pojawiać się z pewnym opóźnieniem,
ale pewne skrawki (buda)pesztańskiej codzienności
można tymczasem podglądać na moim instagramie. (fixmycamera)




I have lots of pictures from my summer, 
and I will show them here soon, I promise,
but there's also lots of going on now,
here in our new 'hungarian life'.
unfortunately, we could not take the scanner with us
so our budapest photos will appear here a bit later.
but if you want, you can get a sneak peek of what we do here,
if you look at my instagram  (fixmycamera)


5.6 klart

1:04 AM anna m. 7 Comments










































































Link
równie słonecznie. ale wtedy w październiku było pewnie o 10 stopni więcej
dziś zamiast siedziec w zielonej zasypanej liścmi trawie, idę do muzeum.
miłego prawie-wiosennego dnia!

*za ostatnie zdjęcie dziękujemy pauli,
a po więcej obrazów z tamtego dnia zapraszam tutaj



it is just as sunny as it was that autumn day, maybe only 10 degrees colder.
and instead of sitting on green hills, i am going to the national museum today.

//more photos from that day can be found here

-1.0 lätt snö

10:19 PM anna m. 2 Comments





















































































































































göteborg. częsc druga.
znów szaro i ponuro. a mimo wszystko nasza wycieczka na donsö była bardzo udana.
artykuł w pociągu kusił pięknymi śnieżnymi widokami, ale to oznacza tylko tyle,
że kiedyś jeszcze słoneczną zimą powrócę do goteborga.
nad wodę można dostac się (oczywiście) tramwajem. może pół godziny, może trochę więcej
oczywiscie pani w informacji turystycznej twierdzi, że 'o tej porze nie ma tam nic ciekawego'.
bzdura. co więcej, wycieczka na koniec linii tramwajowej daje nam możliwosc
zobaczenia sporej czesci miasta. wybieram nawet ulubiona ulicę, na której mogłabym mieszkac.
o dziwo, bez kamienic.

promy na mniejsze lub większe wyspy wliczone są w cenę biletu na tramwaj.
sztokholm nie jest aż tak przyjazny. i to wszystko wydaje byc się tak blisko.
no dobrze, w lecie też trzeba będzie tam wrócic. ze strojem kąpielowym.

podsumowując,
göteborg mógłby chyba zostac kiedyś moim tymczasowym domem.
trochę dlatego, że ma wiele poznańskich cech. wielkośc i tramwaje,
trochę dlatego, że ludzie wydają się milsi i ciekawsi niż w stolicy,
i trochę dlatego, że bary na andra långgatan pachną berlinem.


//aczkolwiek
moje uwielbienie dla sztokholmu nie ustaje.
walentynkowo rozpoczęłam dziś też serię wykładów o historii miasta,
i w końcu pojawiła się nadzieja, że czegoś konkretnego można się tu nauczyc.

w końcu dotarłam też na pomijane djurgården. razem z tlumem szwedow
przespacerowalam sie dookola djurgårdsbrunnsviken, az do årstaviken,
choc tym razem grzecznie, po brzegu, nie srodkiem jeziora.
piekne slonce, cudowny widok na ośnieżone nordiska museet.
może to czytanie książki nad brzegiem (o zgrozo jeszcze bez rekawiczek)
jest winne mojemu przeziebieniu?


of course the lady in the tourist info would tell you that there is nothing to do
on göteborg's little islands in december. so-not-true.
well, ok, maybe it is true, but we still loved out trip there.
the tram goes through some lovely areas,
i've even picked my favourite
street, where i could live some day.
yes. because if was to live in sweden, it would be in göteborg.
people seem somehow nicer, and more interesting than in the capital
and all those trams remind me of my beloved poznań.


on the other hand, i'm still so much in love with stockholm
i've finally spent some more time on djurgården, walked around djurgårdsbrunssviken
and since the weather was getting better i could even sit by the lake for a while
reading a book, with a lovely view on nordiska museet.
well, i have a terrible cold now, and i am stuck in bed, but it was worth it.


-4.0

9:46 PM anna m. 2 Comments



































































































Sztokholmska zima zdecydowanie słabnie. Nasz campus tonął dziś w słońcu,
aż dziwne, że szwedzi noszą jeszcze kurtki .. Ja tymczasem zdążyłam się przeziębic,
o ironio, nie podczas biegania po 20stopniowym mrozie, a w piękny ciepły dzień.


tymczasem göteborg.
16-18 grudnia
to był chyba najlepszy możliwy czas na odwiedzenie tego miasta,
'świąteczna stolica szwecji'? tak, prawda.

może to z tęsknoty za poznaniem, ale już w pierwszych minutach
kiedy tylko wyszłyśmy z dworca, czułam się zakochana. tramwaje, ach, tramwaje!
kilka dni wcześniej skonczyły się moje egzaminy, i niespecjalnie miałam czas, żeby
dowiedziec się czegokolwiek o tym mieście. wstyd, wiem, ale pomocą okazał się magazyn
wydawany przez szwedzkie koleje, i piękny artykuł o przedświątecznym goteborgu.
szybko znalazł miejsce w mojej torebce i przez cały weekend to właśnie on był naszym przewodnikem.
idealnie wybrałyśmy też hostel, w samym centrum Linne, pełnym
wielkich kamienic, więc już nasza pierwsza podróż tramwajem wywołała mój duży zachwyt.


Haga Nygata, polecana gorąco w artykule,
okazała się chyba najczęściej odwiedzanym przez nas miejscem,
całkiem przypadkowo, ale było też warto. pełna małych sklepików, kawiarni,
sklepów z antykami, w sobotę małych świątecznych marketów, i nawet małych loppisów,
na których młode szwedki w małych wąskich uliczkach sprzedawały swoje stare ubrania.
i największe chyba kanelbulle w szwecji. !

drugie polecane miejsce, park rozrywki Liseberg okazał się pełen ludzi i sztucznego śniegu.
Trochę męczący, ale chyba idealnie pasował też do przedświątecznego klimatu.
(Choc i tak to niemieckojęzyczne kraje najlepiej wiedzą czym są świąteczne markety.
i grzane wino.)



juz niedlugo, w części drugiej, göteborg pełen wysp, wody, i wiatru.



it's getting warmer and warmer in here, but i've still managed to catch a cold.
meanwhile, memories from göteborg, part 1.
it is truly sweden's christmas capital

haga nygata was probably the place we've visited most often,
lovely christmas and flee markets, cafes and antique shops.
and then liseberg, full of tourists and fake snow.


-11.0

8:33 PM anna m. 0 Comments
















































































































































dla równowagi trochę analogowej zimy.
dawna, grudniowa, dużo bardziej ponura, i z bardzo krótkotrwałym śniegiem.
z pewnym niedowierzaniem czytamy wiadomości o polskich mrozach,
dziś u nas rekordowe -11, i tak naprawdę odczułam je dopiero wieczorem,
gdy kiedy wychodziłam z biblioteki, moja twarz prawie zamarzła, i w bardzo szybkim,
(narzuconym przez arcade fire) tempie przemarznięta dobiegłam do domu.
i mieliśmy też 'diamentowy pył'. było bardzo słonecznie, choc słońce było dośc 'przydymione',
i wyglądało to wszystko tak, jakby cały nasz campus był zasypywany mikroskopijnym brokatem.
pięknie.



-5.0

6:33 PM anna m. 0 Comments




































































































































































































budzik na 7:30. o 8.39 wyglądam przez okno, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak ciemno,
jak mi się wydaje. nie jest. jest pięknie. słońce, mróz. nie jest łatwo wstać,
ale po dziesięciu minutach wyrzuty są zbyt duże i postanawiam jednak wyjść.
sprawdzam mapę, tuż za naszymi akademikami powinno być jezioro.
jest. choć ledwo widoczne pod warstwą śniegu.
o 9 rano śnieg skrzy się oświetlony wschodzącym ciepłym słońcem, drzewa są całe zmrożone,
a jedynymi nie niebiesko-mroźnymi elementami są tradycyjne czerwone domki w oddali.

nie lubię mieć w torbie dwóch aparatów, ale dziś to jednak ten nie-analogowy
był bardziej przydatny. idealny na zmrożone drzewa, czyż nie?
wpadłam też w wielki śnieg, spotkałam płochliwe konie, koty, i diabelsko-okie kozy,
i kiedy dotarłam do tabliczki z napisem stora skuggan i moje policzki zaczęły zamarzać.


tymczasem niedziela stała się dość przypadkowo dniem wycieczki z saltsjöbana.
miało być do końca linii, jednak kierowana przeczuciem, (i mężczyzną z nartami)
wysiadłam jeden przystanek wcześniej, przespacerowałam się krótko leśnymi pagórkami,
tylko po to, aby po chwili zauważyć, że nie stoję już na leśnej ścieżce a na tafli jeziora.
i tak o to kilka stacji od centrum, szwedzi chwytają swoje narty, zabierają ze sobą dzieci,
psy, i biegają lub spacerują po jeziorach. mój spacer był jeszcze dość nieśmiały,
ale w końcu nie jestem przecież jeszcze tak Szalona jak oni (...)


it wasn't easy to get out of bed today, but the snowy trees and frozen lake
all shining in warm morning sun were definitely worth it.
and my sunday trip to nacka gave me also a new winter experience.
surprised and cautious i walked on a frozen lake. thank you stockholm.

1.0

4:03 AM anna m. 0 Comments










































































4:11. proste. wszystko jest w tym momencie lepsze od egzaminu ze staroislandzkiego.
podczas naszego zawierania nowych znajomości w równie nowej kuchni,
sztokholm został obsypany pięknym puszystym śniegiem. śniegiem, który zapewne
jutro zniknie, bo przecież tak trudno jest tu temperaturze spasc poniżej zera.

pierwszy widok z pociągu. drugi też. nie pamiętam ich zupełnie, ale inne zdjęcia na kliszy
sugerują, że było to w drodze do katowic. i trzecie. widok z mojego balkonu.
tego domowego. prawdziwie-domowego. lekko mroźny listopad. niespodziewane powroty


4.11 am. but anything is better now than our old norse exam.

views from our polish trains. somewhere on the way to katowice.
and a view from my balcony. my balcony. at home. chilly november.

-1.0

11:23 PM anna m. 0 Comments

























joannahellgren.com

kilka tygodni temu, znów zupełnie bezcelowo znalazłam się gdzies w okolicach st eriksplan.
po krótkim spacerze znów zupełnie bez celu zajrzałam do jednego ze stadsmission.
tego, w którym najwięcej książek o muzyce.

przejrzałam dokładnie wszystkie regały, aż przypadkiem na szafie w rogu
dojrzałam 'Frances'. na prawie pustej szafie. aż dziwne, że nikt jej wcześniej nie zabrał.
wróciłam do domu, usiadłam na łóżku, i pół godziny później byłam już zakochana.

nie będę już wypatrywac na sztokholmskich ulicach karin d., teraz będę szukac joanny.
ach. aż szkoda, że świat frances dostępny jedynie w wersji francuskiej i szwedzkiej.


i was so lucky to find this book by joanna hellgren in one of stockholm's stadsmission places.
it is truly the most fascinating and beautifully drawn graphic novel i have read.
tyvärr, the book is available only in french and swedish.


7.4

1:34 AM anna m. 0 Comments




















































































































































































































Sigtuna.
Dawno temu, gdy dni były jeszcze pełne słońca,
i można było leżec na wzgórzu wśród złotych liści, spoglądając na Mälaren.
Jedno z najstarszych miast w Szwecji. Jedno z najbardziej urokliwych w pobliżu Sztokholmu.

Charming, isn't it? I just can't wait for the christmas market in Sigtuna.

5.2

12:00 AM anna m. 0 Comments































































































































































































































































































































































































































Dalarna.

Długo planowana wyprawa w końcu doszła do skutku,
choć w bardzo prostej, jednodniowej wersji.
Naszym pierwszym celem było Falun i jego najbliższe okolice.
Pobudka o 6 rano, mgła i całkiem dobrze zapowiadające się temperatury.
Zamiętałam tylko kiedy mijaliśmy Arlandę, i już po chwili zostałam
wyrwana ze snu przez głos oznajmiający, że dojeżdzamy do Borlänge.
Spodziewałam się smutnej i pochmurnej 'północy', jednak Dalarna była dziś bardzo łaskawa.
Słoneczna, kolorowa, piękno-jesienna.
Dalarna, finally! And although only for one day, it was worth it.

Sunny and colorful fall, a perfect day for visiting the impressive mine in Falun.