Showing posts with label england. Show all posts

3.0 bezchmurnie

11:29 PM anna m. 4 Comments










londyn

mniej słoneczny niż za pierwszym razem,
bardziej deszczowy, ale i bliższy sercu

rano zaspani wyszliśmy na dworcu victorii
z autobusu który nocą przewiózł nas szybko przez cały kraj.
około 7 zjedliśmy w parku (tak, tym największym) jeszcze-szkockie-kanapki
a jeszcze przed 8 staliśmy już na wielkich schodach victorii i alberta.

i tak oto połowę ostatniego dnia naszej wycieczki postanowiliśmy poświecić panu bowie('mu).
nigdy nie czułam się jego wielką fanką, ale jest niezaprzeczalnie fascynującą postacią.
wystawa mu poświęcona była nie mniej zachwycająca, w całym swoim ogromnym przepychu.
dziesiątki kostiumów, setki notatek i szkiców.  i klucze do jego berlińskiego mieszkania,
które tak bardzo mnie zachwyciły.
mnóstwo minut spędzonych na przyglądanie się całej tej historii,
a później już tylko koncerty i koncerty. bo w sali z ogromnymi ekranami,
z dźwiękiem zmieniającym się wraz z przemierzanymi krokami, możnaby siedzieć godzinami.

krótko - najlepiej przygotowana wystawa jaką kiedykolwiek widziałam.
zdecydowanie warto było przesiedzieć w deszczu dwie poranne godziny
czekając na bilety.

druga cześć dnia to nieplanowany spacer po shoreditch.
przypadkowe ulice, tajemnicze ogrody, małe sklepy.
już prawie bez zdjęć, ostatnie klisze zużyte,
cyfrowe karty pełne. znak, że czas wracac.

i tak jakoś w tej deszczowej, spokojnej aurze
londyn wydał się dużo bardziej prawdziwy,
dużo bardziej pociągający. jednak

11.0 częściowe zachmurzenie

8:35 PM anna m. 5 Comments

























































kendal, windermere, ambleside

mam wrażenie, że nawet moje zdjęcia ukazują lake district 
jako spokojną, uroczą krainę, w której można odpoczywać tygodniami.
cóż. gdybym mogła planować raz jeszcze, pewnie wybralibyśmy się jednak w inne strony.
mimo, że nie ma ich na moich zdjęciach, było tam Mnóstwo turystów.
na oko - dwie dość skrajne grupy, mnóstwo lokalnych oraz azjatyckich zwiedzających.
ci drudzy możliwe, że tak jak my - zwabieni ładnymi przewodnikami.

dodatkowo nadal trwała seria zadziwiająco upalnych dni,
więc brytyjczycy tym bardziej zjeżdżali się nad jeziora.
niestety trudno było zza nich wszystkich dostrzec urok np windermere
a nie mieliśmy już czasu żeby wybrać się w mniej popularne miejsca.


as you can probably see, the lake district seems like a charming place. 
well..., it was, but unfortunately very few places were not terribly crowded. 
we did not have much time to travel further than windermere and ambleside
and with such a fantastic weather - there were just too many tourist there.
luckily it was much calmer around kendal, 
where we had some nice afternoon walks

14.0 pogodnie

1:12 PM anna m. 1 Comments








'ale wiecie, że jutro przyjeżdża królowa?'
tymi właśnie słowami przywitała nas przemiła właścicielka hotelu w kendal. 
otóż nie, nie wiedzieliśmy. gazety pisały o turystach z daleka, którzy przekładali swoje plany
żeby tylko zobaczyć królową, my tymczasem znaleźliśmy się tam wtedy zupełnie przypadkiem. 

zanim przybyła, całe miasteczko było zadziwiająco spokojne. 
dzieci, większość z ręcznie robionymi flagami, czekały lekko znudzone 
ale kiedy tylko pojawił się 'królewski samochód' tłum wpadł w niemałą euforię. 

wszystko trwało może około piętnastu minut, wiele uściśniętych dłoni, 
sporo kwiatów od dzieci, dużo bardzo przyjaznych uśmiechów. 
później kendal znów wróciło do swojej sennej atmosfery. 

królowa pojechała w stronę jezior, a mi udało się jeszcze znaleźć 
jubileuszowy kubek za funta, na brytyjsko przystrojonej
na ten dzień wystawie, w jednym z wielu charity shops.
kilka godzin później też wyruszyliśmy nad podobno malownicze jeziora, 
licząc na to, że będzie tam już spokojniej.  
(och nasza naiwności!)

'you know that the queen is coming here tomorrow, right?'
- the lovely owner of the hostel in kendal welcomed us with those words.

Actually we had no idea, but everyone else seemed quite excited, 
the town was all decorated (or maybe it is so the whole year ;)?) 
everyone was talking only about it, and then she finally arrived around 10 in the morning,
stayed for about 15 minutes, and then kendal went back to being small calm town again. 

12.0 częściowe zachmurzenie

6:23 PM anna m. 11 Comments









w stronę jezior. 

z hebden bridge dotarliśmy pociągiem do preston, 
a tam spotkaliśmy znajomego, który wybrał się z nami nad jeziora. 
samochód okazał się niezwykle przydatny, 
bo choc zwykle radzimy sobie dość dobrze z transportem publicznym, 
akurat lake district i okolice są dużo przyjemniejsze poza głównym szlakiem. 

rozpoczęliśmy od Sedbergh, które odrobinę oddalone od jezior, 
ale położone jest wśród malowniczych wzgórz. 
zajrzeliśmy tam praktycznie tylko na śniadanie i w końcu daliśmy się namówić na to prawdziwie angielskie, 
które o dziwo okazało się całkiem dobre! (choc nie tak dobre jak szkockie, ale o tym niedługo).
sedbergh to miasto książek, więc może to i lepiej, że nie zostaliśmy tam dłużej, 
nasze plecaki już były wypełnione dodatkowymi kilogramami lektur. 

kilka pięknych widoków dalej i dotarliśmy do nieco większego Kendal 
gdzie czekała na nas całkiem spora niespodzianka. 


to the lakes! 

we went from hebden bridge to preston,  and met a friend there, who drove with us to the lakes. 
first we got to Sedbergh, which is not exactly in the lake district, but it seemed like a small charming town. 
there, we finally got to try the english breakfast, which turned out to be really good 
(although not as good at the scottish one ;))

and then we drove to kendal,
where there was quite a surprise waiting for us

12.0 pogodnie

10:17 AM anna m. 5 Comments






















































Heptonstall.
miasteczko tuż obok, lub tuż nad, hebden bridge.
warto się tam przespacerować niezwykle stromą ścieżką,
chociażby dla pięknych widoków okolicy.

są kościoły, cmentarze, ruiny,
jest też cisza i spokój, mnóstwo wąskich uliczek.
są też puste butelki po mleku,
wyczekujące pod drzwiami domów.
i puby, i quizy,
i tysiące bardzo towarzyskich kotów.

i oczywiście mnóstwo ścieżek między polami.
bo anglia aż się prosi, żeby zwiedzać ją pieszo.


16.0 pogodnie

1:17 AM anna m. 3 Comments

































Hebden Bridge. 
jak w przypadku większości moich podróżniczych wyborów, 
po prostu zobaczyłam gdzieś jego zdjęcie i wiedziałam, że musimy tam pojechać. 
okazało się, że jest tylko 40 minut od manchesteru, pociąg jeździ co godzinę, 
bilety nie są drogie, i jak się okazało na dworcu, nie podróżując samotnie można dostać też zniżkę.

planując podróż hebden bridge było zupełną niewiadomą, szarą plamą wśród zieleni na mapie,  
z jednym bliżej nieopisanym hostelem i campingiem w miasteczku kilka mil obok. 
po raz kolejny jednak couchsurfing  zmienił to wszystko w niesamowite kilka dni. 
z najbardziej przyjaznymi ludźmi jakich mogliśmy spotkać na wyspach. 
trochę żałowałam, jako że początkowo mieliśmy spać w ich żółtym vanie, 
ale nocleg w zmieniającym się w piękny dom dawnym budynku poczty też był super. 
poznaliśmy też najbardziej śliniącego się kota na świecie, 
przeżyliśmy parkowanie na niezwykłe-stromej-ulicy 
i napotkaliśmy w środku małego yorkshirskiego miasteczka 
sklep z polskim jedzeniem. 


Hebden Bridge, 
such a lovely town, just 40 minutes from manchester. 
town with the most amazing people
we were lucky to meet trough couchsurfing *
thanks to them we had a chance to sleep in an old post office building, 
and ride in their cool yellow campervan. 

oh, and we also found a polish food shop 
just in the middle of west yorkshire. 


*plus, we met also other great people
while couchsuring in england, i truly recommend it! 

21. pogodnie

7:58 PM anna m. 2 Comments


































Manchester.
to chyba byłoby dobre miasto do zamieszkania na jakiś czas.
choć właściwie myślę tak o wielu brytyjskich miejscach,
chyba głównie dlatego że nie wiemy jak wyglądają podczas deszczu.

W Manchesterze spędziliśmy tylko niecałą dobę, ale zdążył zachęcić do powrotu.
był  bardzo dobrym miejscem na odpoczynek po londynie.
z bardzo przyjaznymi ludźmi,
mnóstwem miejsc z dobrym piwem
i niesamowitą biblioteką.


och manchester. 
not even 24 hours, but we truly loved it. 
lots of fun, lots of ales, lots of ciders, 
and a visit in a most beautiful library i've seen. 

17.0 częściowe zachmurzenie

12:58 AM anna m. 0 Comments




































okazało się, że miałam rację i na brytyjskie wyspy można dostać się bez samolotu całkiem bezboleśnie.
byłam zachwycona już w Amsterdamie, gdy niezwykle uprzejmi kierowcy autokaru przywitali nas
wspaniałym brytyjskim akcentem. kilka godzin snu później przenieśliśmy się na prom,
zawiedzeni, że z racji zamieszkania w unii celnicy nie zadali nam serii ciekawych pytań.
o 4 rano ciężko jest już zasnąć, więc ta cześć trasy była najbardziej męcząca
ale dla widoku białych klifów w Dover o było warto.

później pierwsze zmiany, wydawałoby się, że uczucie towarzyszące jeździe samochodem
po złej stronie będzie najtrudniejsze do przezwyciężenia, niestety,
bezpiecznie przechodzenie przez ulicę okazało się dużo trudniejszym wyzwaniem.

zakochałam się w południowych przedmieściach,
przynajmniej widzianych z okien przemykającego autobusu.
w centrum okazało się, że wszystko to, z czego londyn słynie,
rzeczywiście istnieje. są i busy, i taksówki, koła i zegary.
okazało się także, że pracownicy dworca kolejowego są niezwykle mili
i potrafią idealnie wytłumaczyć całkiem skomplikowany system oyster'owych kart.
na tym etapie uświadomiłam też sobie w jakim wielkim błędzie byłam
oskarżając sztokholm o niesłychanie drogi transport publiczny.

późniejsze godziny, a właściwie całe dwa dni, minęły w szalonym tempie
zdążyliśmy pokrążyć trochę zagubieni w centrum, które zupełnie mi się nie spodobało,
zdążyliśmy też spędzić mnóstwo czasu w metrze, znaleźć kilka miłych parków i księgarni,
uciec na dalekie przedmieścia, przespacerować się po wieczornym camden
wypić pimmsa, dużo cydrów i złapac jeszcze więcej opalenizny.

po tych dwóch dniach, byłam bardziej sfrustrowana niż zachwycona.
bardziej pozytywne odczucia miały przyjść, o dziwo, miesiąc później
gdy zamiast słońca, przywitały nas chmury i deszcz,
a londyn pokazał nam swoją dużo przyjaźniejszą stronę.



well, i've finally got to london, just as i wanted, without a plane
the weather was perfect,and somehow i did not like it, 
the city was just too hectic 
and although i loved the suburbs, 
i got just frustrated wandering around city centre

fortunately my feelings changed a bit a month later
when london showed us its real, rainy face