Showing posts with label berlin. Show all posts

21.0 częściowe zachmurzenie

9:32 PM anna m. 12 Comments














przypadkowe migawki z naszego długiego, koncertowo-urodzinowego weekendu w berlinie. 
tak jak już mówiłam pewnie nie raz, jest to miasto nieskończone. 
ciągle zaglądamy do tych samych miejsc, i odnajdujemy tysiące nowych


some random photos from our long weekend in berlin
as i must have said before, it is truly an endless city, 
we keep going to the same places as always, 
but somehow keep discovering thousands new ones


9.0 pochmurno

10:02 AM anna m. 7 Comments













deszcz. niekończący się. 
w takie dni tęsknię za berlinem jeszcze bardziej
za deszczowymi popołudniami z widokiem na ostkreuz. 


rain. never-ending rain
such days i miss berlin even more.
those rainy, lazy afternoons, with views over ostkreuz.

15.0 częściowe zachmurzenie

9:14 PM anna m. 5 Comments








niedawno na jednym z berlińskich pchlich targów
dość przypadkowo marek zdobył długo poszukiwanego polaroida.
pan o pięknym brytyjskim akcencie zarzekał się, że działa 
i (mimo, że wcale nie byliśmy tego tacy pewni) okazało się, że nie kłamał.


tymczasem ja zmieniam obiektywy, 
prześwietlam klisze, zapełniam karty pamięci 
i zupełnie nie wiem czego chcę. 

// wszystke zdjęcia poza pierwszym
to dziwny superziarnisty Adox Color Implosion



wandering around flea markets in berlin 
marek found a great polaroid camera,
it was supercheap, and we were really glad 
to find out that it's actually working really well.


and in the meantime i'm trying new lenses, 
over-exposing my films, taking (maybe too many) digital pictures, 
and i don't really know what i want.

all pictures apart from the first one 
are taken on Adox color implosion film
(very weird and supergrainy!)

15.0 przewaga chmur

11:53 AM anna m. 13 Comments


























































kiedyś stworzę najnudniejszy album świata.
o drzewach na tle kamienic.


one day i'll make the most boring photo album ever.
about trees in front of old buildings

14.0 częściowe zachmurzenie

10:26 PM anna m. 3 Comments






























to już 5 lat
robienia sobie zdjęć
w berlińskich automatach.



so it's been 5 years

of taking pictures together


9.0 przewaga chmur

2:41 PM anna m. 6 Comments


























































the reflektors,
berlin, astra, 19 listopada 2013
zdecydowanie jedno z najlepszych wspomnień zeszłego roku.

czasem zdarza mi się marzyc, lub tez po prostu żałować,
że nie jestem trochę starsza, tak żeby móc zobaczyć niektóre
z ukochanych zespołów na początku ich kariery,
kiedy to jeszcze pojawiali się w małych klimatycznych miejscach.

nic więc dziwnego, że kiedy pewnego jesiennego dnia
zobaczyłam plakat tajemniczego koncertu 'the reflektors'
krzyknęłam bardzo bardzo głośno z radości i niedowierzania.

aż w końcu przyszedł listopad,
ubraliśmy dużo cekinów,
stanęliśmy przed malutką berlińską astrą,
mili ludzie z farbą w rękach ozdobili nasze twarze
pod klubem pojawiła się limuzyna,
z której zespół w swoich wielkich maskach
wyszedł przy dźwiękach grupy mariachi'ch grających reflektor.
w samym już środku czekało mnóstwo masek, dla jeszcze-nie-przebranych
i człowiek w stroju szkieleta, uczący nas układu tanecznego do we exist.
a później jeszcze raz 'wielkie głowy' pojawiły się na sali, żeby po prostu z nami potańczyć.

i mnóstwo wspaniałej muzyki, radości, confetti, szaleństwa.
the reflektors okazali się tysiąc razy lepsi od swojej stadionowej wersji
i mimo że trzeba było co do sekundy walczyć o bilety
powinno być dużo dużo więcej właśnie takich koncertów.



the reflektors, 
berlin, astra, 19th november 2013 

definitely one of the best gigs ever 
although it was extremely hard to get the tickets
there should be more concerts like this, 
in small venues, just like astra.
it was so much fun, with dressing up, painting our faces
there was also marriachi band playing reflektor
while the Reflektors entered the club, 
and a man dressed as a skeleton, 
who taught us a dance to 'we exist'. 

oh so much good music, 
so much fun! 



4.0 bezchmurnie

11:59 PM anna m. 4 Comments















































































berlin.znów.

tym razem nie będzie nic o świętach
byc może nie będzie też czasu na podsumowanie roku.
ale właściwie o czym tu pisac. poznań, poznań, wakacje, poznań.
ten rok, mimo że przyniósł kilka ogromnych zmian,
był też bardzo spokojny, i poza ciekawymi wakacjami,
wypełniony był raczej stresem i mnóstwem codziennej monotonii.

tymczasem berlin.
trochę znalezionych detali.
bo to przecież nie jest już obce miasto.
to ulice, które dobrze znam, dzielnice, w których czuję się tak dobrze.
i choc zdecydowanie jestem tam też często turystką,
za każdym razem poznaję też fragmenty takie codzienne, takie nudne.

znalazłam też dzielnicę idealną, w której tak bardzo chciałabym mieszkac.
i nie jest to kreuzberg, nie prenzlauerberg, nie friedriechshein. nawet nie neukolln.

ale chwilowo mieszkanie jest jeszcze na poznańskiej,
a do berlina zaglądamy żeby się najeśc i posłuchac dobrej muzyki.

o koncercie życia, który zwiastuje załączony wyżej plakat,
już niedługo.




some things we found in berlin, 
some places that feel so familiar now. 

it feels just like home, 
we go back there as often as possible, 
for good food, good walks, and great music



4.0 przewaga chmur

11:04 PM anna m. 5 Comments



























i to właściwie koniec opowieści o wakacjach,
najwyższy już czas przecież!

któregoś dnia opowiem jeszcze tylko
o pysznym jedzeniu jakie znaleźliśmy na wyspach,
i o tych czterdziestu książkach, które przywieźliśmy
w naszych jak-zwykle-już-i-tak-zbyt-ciężkich plecakach.


i finally finished writing about our summer in uk. 
one day i'll tell you a bit about some delicious food we found there
and about 40 great books we brough home from our holidays

13.0 lekki deszcz

11:17 PM anna m. 7 Comments






































nadmiar nauki, nadmiar przedwakacyjnych obowiązków
spowodowały, że zupełnie zapomniałam pokazać piękną berlińską wiosnę.

ach
miasto nieskończone. znajome, ale o tysiącu twarzy.
irytujące, przyjazne. czasem mniej. chaotyczne. żywe. bliskie.

jak tu go nie kochać, gdy ma tyle wspaniałych ulic,
tyle wspaniałych kamienic, i tylu wspaniałych ich mieszkańców.

i jak tu go nie kochać, gdy daje tyle wspaniałych muzycznych wspomnień.

tak jak chociażby 'najświeższe', długo wyczekiwane the knife.
zupełnie nie to, czego chciałoby się spodziewać
a jednak równie fantastyczne.

warto było czekać, i warto było właśnie tam ich zobaczyć.
polecam, całym sercem. tylko z bliska - i z energią!



i completely forgot to show some pictures from our spring visit to berlin. 
lots of great memories again, great people, and great new places. 

and such a good music! this time - the knife, 
not what we all expected,  but simply fantastic.