Showing posts with label scotland. Show all posts

4.0 mgła

11:41 PM anna m. 6 Comments








 Oban.


prom przypłynął już poprzedniego dnia
i to była nasza ostatnia wycieczka z CalMac,
najdłuższa i chyba najbardziej męcząca.
padał deszcz i nie miałam nawet ochoty podziwiać widoków.
po dotarciu na miejsce zdecydowaliśmy że nie będziemy płynąc juz dalej,
na podobno malowniczą Ionę - jak planowaliśmy
ale i taki leniwy odpoczynek w obanie okazał się całkiem przyjemny.

w końcu też udało się nam zjeść rybę z frytkami,
która jednak okazała się tak ciężka, że całkiem sporo
pozwoliliśmy porwac mewom.

było też mnóstwo słodyczy,
a niemal wszystkie witryny, wszelakich sklepów
były udekorowane ich sreberkami.


-1.0 zamieć śnieżna

12:56 AM anna m. 5 Comments






































































































































Mingulay

od czasu dawnej już wizyty na islandii marzyło mi się
natrafić gdzieś na przeurocze maskonury.
na hebrydach jest to możliwe, ale trzeba wiedzieć gdzie ich szukać.
co ciekawe, nawet lokalnym mieszkańcom z maskonurami
kojarzy się tylko bardzo odległa północna St Kilda,
ale na południu jak najbardziej też można je znaleźc,
m.in. na bardzo bliskiej Barrze Mingulay.

poranki były bardzo mgliste i miałam pewne obawy, czy łódź wypłynie.
z trudem ją też znaleźliśmy, ale w ostatniej chwili znalazły się też dla nas dwa miejsca.
pierwsze pół godziny płynęliśmy w zupełnej bieli, nie widząc zupełnie nic dookoła
niedługo później wyłoniły się wielkie skały, czarne i przytłaczające
podobno najwyższe w Szkocji. robiły wrażenie, szczególnie
gdy okazało się, że wpłyniemy też w szczelinę pomiędzy nimi.

samo wejście na Mingulay przysporzyło mi nie mniej strachu,
skały, które na zdjęciach wydają się dość małe, w rzeczywistości były bardzo strome i śliskie.
ale później był już tylko zachwyt. ogromem, pustką, przestrzenią.
chyba ze względu na historię wyspy (polecam wyszukanie) nie chciałabym zostać tam na noc,
ale te kilka godzin było zdecydowanie niesamowite.

co do maskonurów, okazało się, że bardzo łatwo można je przeoczyć.
w ich poszukiwaniu wdrapaliśmy się na wielkie wzgórze,
na które co jakiś czas przylatywały z rybami do swoich nor
ale tak naprawdę żeby spotkać ich najwięcej
musiałam po raz kolejny pokonać swój strach i wdrapać się na klif,
przy którym siedziały już gromadami.
tuż przed naszym powrotem rozpętała się ich prawdziwa 'burza'
i czasem trzeba było uważać, żeby w nas nie uderzyły.



mingulay 

ever since i visited island
i wanted to see puffins somewhere
they can be found on hebrides, 
most of them on St Kilda, far to the north
but some of them are also in the south
- just like on mingulay.

it is a tiny island with some dark history
fascinating and extremely beautiful.

and yes, there were a lot of puffins
thousands of them


1.0 bezchmurnie

10:29 PM anna m. 7 Comments
































barra, castlebay

przedostatnia z odwiedzonych przez nas wysp.
jeszcze w hostelu w howmore dowiedzieliśmy się od pary francuzów,
że akurat w dniach które zostały nam na wizytę na wyspie barra
odbywa się tam festiwal muzyczny. to, jak się okazało, oznaczało
że chyba cała młodzież z wysp, a nawet z odleglejszych miejsc
do których tylko docierały promy, zgromadziła się wtedy pod castlebay.
nie było już sensu szukac miejsc na tamtejszym polu namiotowym
i po prostu rozbiliśmy się w samym środku 'stolicy',
co okazało się świetnym pomysłem, bo naprawdę
pięknie było mieszkać przez te dwa dni z takim widokiem na zatokę.

sąsiedzi też przyjęli nas bardzo przyjaźnie,
dziwiąc się tylko, że przybyliśmy z 'aż tak daleka',

i tylko gromady ptaków nieznanych mi gatunków
budziły nas co rano, nie tylko śpiewami,
ale też swoim nieustannym skakaniem
po naszym namiocie.



barra, castlebay
it turned out that there was a music festival 
just when we were visiting barra.
it was full of people, so instead of looking for a campsite
we just camped in the middle of the town
with the best view ever!


12.0 bezchmurnie

7:58 PM anna m. 16 Comments



































south uist, howmore.

miejsce, które tak łatwo przeoczyc. zresztą tak naprawdę jak większośc na hebrydach.
przez całą długosc wysp można przemknąc wygodnymi prostymi drogami,
ale wszystko co najciekawsze kryje się gdzies z boku.
tak jest też z howmore. kilka minut spacerem od głównej drogi
można znaleźc kilka przeuroczych domów, w jednym z nich hostel,
do którego właściciel zagląda tylko na kilka minut rano i wieczorem,
zaraz obok ruiny cmentarza, a kolejne minuty dalej wielką wodę i piękne wydmy.
i mnóstwo ptaków,  i mnóstwo ciszy



howmore, south uist

it's so easy to just drive by such places
a bit hidden, so calm and quiet

but there are amazing views, 
one cozy hostel, sandy beaches
and thousands of birds to watch. 

17.0 bezchmurnie

7:34 PM anna m. 2 Comments

















































































north uist & benbecula

to jest tak, że wszyscy znają skye, wszyscy zachwycają się skye,
jadą tam, i zwykle zawracają. wszystko to słuszne,
bo jest naprawdę zachwycająca ze swoimi krajobrazami
jak z miniaturowej islandii,

ale dwie czy trzy godziny promem dalej
jest jeszcze kilka innych wysp.  rozrzuconych, pustych,
gdzie zmienia się nie tylko krajobraz ale też język.


north uist and benbecula.

everyone knows and loves isle of skye,
and forgets that there are also those
amazing islands, only a few hours away.  



17.0 częściowe zachmurzenie

5:49 PM anna m. 0 Comments









nadal skye.
do miejscowości o nazwie uig przyjeżdża się pewnie tylko po to,
żeby zdążyć na prom na hebrydy zewnętrzne.
nie ma tam prawie nic, ale podobało się dużo bardziej niż żywe portree.
jest praktycznie jedna droga, mały sklep, warsztat ceramiczny,
sklep z lokalnymi produktami, ukryta kawiarnia z dobrym ciastem marchewkowym,
i camping pod wzgórzami, blisko promów i autobusów. (choc też nigdzie nie jest daleko).

jeśli jedzie się tam z portree, polecamy wybrać dłuższą drogę, wschodnią,
mimo iż zajmuje prawie dwa razy tyle co zachodnia, jest tego zdecydowanie warta.
po drodze jest nie tylko old man of storr, cmentarz z grobem flory macdonald czy muzeum wyspy
ale też wspaniałe pustkowia, malownicze wzgórza, małe domki, stada owiec
i mnóstwo, mnóstwo ciszy.


it's still isle of skye. 
uig, where there is not much to do, 
but i liked it much more than portree.
and the cemetery, and museum
that you can find while taking the eastern 
road from portree to uig. 

9.0 przewaga chmur

1:37 AM anna m. 4 Comments









portree jest jednym z tych miejsc, które potwierdza, że jeśli coś na mapie zaznaczone 
jest większą kropką niż miejsca dookoła, to najprawdopodobniej nie będzie tam nic ciekawego. 
jest mnóstwo autobusów, podobno uroczych hoteli, podobno dobrych restauracji
jest też widok na kolorowe domy, kilka dobrze wyposażonych jak na skye sklepów,  
i to mniej więcej tyle.  dodając jeszcze oczywiście mnóstwo turystów. 
uciekliśmy szybko, w stronę ciszy i spokoju, mijając z autobusu sławną skałę, 
która z bliska niestety też robi mniej imponujące wrażenie niż na okładce przewodnika. 

portree was rather disappointing, 
to many tourist, not that much to see or do.
it does happen often, - often on islands, i think 
- that the bigger the town, the less intreresting it is. 
we spent there one day, and went further, 
looking for some more peaceful places 

(and yes, we found them!) 

13.0 przewaga chmur

1:34 AM anna m. 0 Comments































Isle of Skye

tu zaczął się ten najprzyjemniejszy fragment podróży,
zupełnie niezaplanowany, nieprzemyślany, nieśpieszny

oczywiście w ręku mieliśmy wielki przewodnik po skye i hebrydach
ale jak w mało którym przypadku zupełnie nie umiałam sobie jej wyobrazić.
wiedzieliśmy gdzie dopłyniemy, i że zupełnie nic tam nie będzie
wiedzieliśmy, że gdzieś na środku wyspy jest większe miasto
gdzie krzyżują się wszelkie trasy autobusów,
i wiedzieliśmy też skąd odpłyniemy na dalsze hebrydy.

jak się okazało skye z jednej strony wcale nie jest taka duża,
i trudno jest zdążyć nawiązać dłuższą dyskusję z kimś kto cię podwozi,
ale jest też na tyle wielka i przytłaczająca, żeby poczuć się niesamowicie malutkim
stojąc samemu wśród wzgórz, gór, klifów i zupełnej ciszy.

na zdjęciach nasz pierwszy wieczór, camping sligachan, tuż pod górami
miejsce dużo piękniejsze niż na zdjęciach, idealne na wyprawy po okolicy
ale także - jak to niesamowicie trafnie ujął lonely planet - magnes na midge.
cóż. nasza pierwsza noc i najbardziej ekstremalne z nimi spotkanie.
przewodniki nie kłamały. sławne insekty rzeczywiście istnieją,
rzeczywiście atakują i ledwo pozwalają wynurzyć się z wieczorami namiotu.
z drugiej strony chyba jednak dobrze zacząć od takiego miejsca,
wszystkie napotkane później były już dużo łagodniejsze
(choć wyposażyliśmy się też w silniejsze środki odstraszające). :)


sligachan.
our first night on skye. 
we weren't planning on going there, 
but it turned out to be one of the most 
beautiful campsites we stayed on. 

except for the fact that it is
- as lonely planet puts it - 'a magnet for midges' 
but of course we opened our guidebook when we 
already had got so so terribly bitten 
by those truly evil insects  ;)