Showing posts with label finland. Show all posts

13.0 bezchmurnie

10:25 PM anna m. 8 Comments













nie miałam żadnego przewodnika. nie wiedziałam zupełnie nic o helsinkach.
co więcej wszystkie zdjęcia, które wcześniej widziałam nie wydawały mi się szczególnie kuszące.
wystarczyło jednak kilka przespacerowanych tam godzin, żebym dostrzegła jak bardzo się myliłam.
kiedy przemierzałam miasto szlakami 'Tove', szybko poczułam, że będę za nim tęsknić.

jej pierwszy dom. park nazwany jej imieniem. szkoła. atelier na ostatnim piętrze. 
rzeźby jej ojca, do których była inspiracją.  i w końcu piękny pomnik na cmentarzu. 

i mój cel. wystawa w Ateneum. dziesiątki obrazów, rysunki, szkice, modele. 
i listy. ilustrowane listy.  i obraz, ten z ålandzkiej kökar. mogłabym przy nim siedzieć godzinami.



i never thought i would even like helsinki.
but as soon as i started walking around the city, following the 'Tove' paths, 
I knew I would miss it a lot. 

her home. park where she used to play, and that is now named after here.
her school. her atelier, high up on the last floor. her father's sculptures. 
and the beautiful grave. 

and of course the exhibition at Ateneum. dozens of paintings, sketches, moomin models,
amazing illustrated letters to her friends. and my favourite painting from kökar.
i could just look at it for hours. 


6.0 mgła

12:18 AM anna m. 10 Comments


































zdążyłam dotrzeć na drugi koniec wyspy
i deszcz znów zmienił się w gorące słońce.

zajrzałam do małych przystani, znalazłam nawet dwa loppisy,
popatrzyłam na łodzie i wróciłam na camping.
wieczorem już tylko doczytywanie biografii Tove,
bo od teraz to podróż właśnie z nią.

na malutkiej Källskär, tuż zaraz obok,
jest przecież jej obraz, jeden z moich ulubionych.
a oryginał zabrano teraz do Helsinek,
na wielką wystawę z okazji jej setnych urodzin.

i tam właśnie jadę.



just as i got to the other end of the island, 
the heavy rain turned again into beautiful sun. 

i looked into some tiny marinas, 
found two small flea markets, 
and then came back to the camping, 
to finish reading Tove Janssons biography, 
as the sun was setting above the bay.

from now on it was a journey with Tove.
so close to this island is even smaller one - Källskär, 
where one of her paintings - one of my favourites - can be found. 

the original was now taken to Helsinki, 
as a part of this amazing exhibition, to honour her 100th birthday.

and that is where i'm going next



2.0 lokalne zamglenia

9:29 AM anna m. 5 Comments

























































dotarłam na kökar pełną słońca,
ale następnego dnia gdy tylko wyjrzałam z namiotu
zobaczyłam czarne chmury i krople deszczu.

ponieważ był to jedyny mój dzień tam
nie było czasu na marudzenie. chwyciłam rower,
spakowałam wielką przeciwdeszczową pelerynę i w drogę.

w kieszeni była mapa, po kolei odwiedzałam każdy zakątek na wyspie.
na zachodnim jej końcu stoi mały kościół, gdzie akurat ktoś grał na organach,
na wschodnim - sad jabłkowy, gdzie można kupić lokalne produkty,
i zjeść tradycyjne ålandspannkakor, czyli ålandzkie naleśniki,
które jednak z naszymi mają niewiele wspólnego
(są grube, a ich bazą jest najczęściej kasza manna).

czarne chmury cały czas nade mną,
ale to tylko dodawało wyspie uroku i sprawiało, że wydawała
się tak niesamowicie pusta, tak jakbym momentami
była tam zupełnie sama.


when i arrived at kökar it was beautifully sunny, 
but the next day, as i looked out of my tent,
i saw only dark clouds and some small raindrops. 

since it was my only day there, i had no other choice 
than to put on my raincoat, rent a bike and explore this small island. 
on its western corner there was a small church, and when i went there, 
someone was playing the organs.  on the eastern end -  an orchard, 
where you could buy some local products, and taste the traditional 
ålandspannkakor (ålands pancakes).

dark clouds was still there, but i just added some charm 
and interesting atmosphere to the island. 
it felt so empty and sometimes it seemed as
it was only me there, riding around on this pink bike. ;) 


18.0 bezchmurnie

12:26 PM anna m. 6 Comments
























































jak może już zauważyliście, nie lubię latać, i jeśli nie muszę staram się tego nie robić.
i zapewne jestem też w dużej mniejszości, która myśląc o podróży
ze sztokholmu do helsinek uważa, że samolot nie jest konieczny.

jest piątek. budzik na 5.30, pendeltåg do centrum po 6 rano,
autobus do grisslehamn po 7. dwie godziny na promie, i jest eckerö.
już nie szwecja, ale nie do końca też finlandia.
40 minut w autobusie i jest stolica, mariehamn. godzina na pełnym słońca placu
i kolejny autobus, do kolejnego promu.  2,5 godziny powolnej podróży między
skalistymi wysepkami, i oto jest, mój cel - mała piękna kökar.
bez samochodu do helsinek nie jest łatwo dostać się bezpośrednio w tygodniu,
ale nie szkodzi, tym lepiej. poczekam na wyspie.  jest wspaniale.

12 godzin w podróży. tak, jestem zmęczona. ale było warto.



maybe you have already noticed, that i don't like flying, 
and i try not to if i don't have to. 
i'm probably also one of those few people, 
who don't think that flying is necessary for a trip from stockholm to helsinki.

and so my trip started on friday. alarm clock at 5:30am. a train to city centre at 6am, 
then a bus to grisslehamn, 2hour ferry to eckerö. another bus, 40 minutes to the capital - Mariehamn.
One hour waiting for another bus, and another ferry. 2,5 hours just sitting on a deck, 
sunbathing and watching all those rocky islands pass by.
and then here we are, 6.30pm, beautiful tiny kökar.

now i just have to wait two days for a ferry to mainland finland.
but it's not a problem, the island is so lovely i could stay there much longer. 

and yes, i was tired. but it was worth it. 


9.5

2:23 AM anna m. 2 Comments



















































































































































Ålandy.

Dwa lata temu woda była spokojniejsza, podróż na wyspy przebiegała przyjemniej.
Główny dawniej sklep straszy ciemnym pustym wnętrzem,
plaża, na której jeszcze dwa lata temu zasypywałam się piaskiem,
i gdzie odważnie wbiegałam do zimnej fińskiej wody, zmieniła się w zieloną łąkę.

Jagód nadal jest mnóstwo, nadal jest też spokój, cisza, i najbardziej urokliwa przystań jaką widziałam.
Są też trzy kawiarnie. Aż trzy, szczególnie, iż w ciągu całego dnia
można spotkać w Eckerö co najwyżej kilkanaście osób.
Pierwsza, w której można zjeść tradycyjne ålandzkie naleśniki, zamknięta do maja.
Druga, na dziedzińcu zamkniętego już też muzeum, ze smutną kartką na drzwiach,
oznajmiającą koniec działalności. Po 26 latach.
I trzecia, na stacji benzynowej. Stacji, która skupia prawdopodobnie całe życie miasteczka.
Sklep, poczta, kawiarnia. Dzbanki z gorącą wodą, uszczerbione filiżanki, rysunki lokalnych dzieci,
książki o szwedzkiej rodzinie królewskiej i te kilka stolików, jak prosto z amerykańskiego filmu.
Gdyby tylko ktoś jeszcze przychodził z dzbankiem czarnej kawy, ach!


It is so difficult to describe the feeling you get on Åland islands.
Especially after the high season,
when the only chance to meet any people there
is by visiting the gas station. Gas station, shop and a cafe at the same time.
Incredible, how easy it is to get there, and yet how isolated it seems.