-0.1 regn

6:00 PM anna m. 2 Comments











































































niedługo znów wracam, choc pewnie gdyby nie praktyki, przeczekałabym aż do czerwca.
pół roku wydaje mi się teraz na tyle krótkim czasem, że bardzo łatwo można wytrwac,
bez domowych obiadów, filmowych czwartków za 5zł, czy ciągłych podróży z pkp.
i tylko czasem brakuje niektórych polskich akcentów. bardzo też cieszyłam się więc,
gdy marek w dzień po tłustym czwartku przywiózł nam pączki, prawdziwe.
i dopiero tu zauważyłam, jak lubię wiśniowe produkty.
w całym mieście udało mi się do tej pory wyszukac jeden rodzaj jogurtu
i jeden duński dżem. ach, i syrop łowicza. za skandaliczne 13 zł.
ale pan w miniaturowym sushi barze przy zinkensdamm tak bardzo zachwalał polski sklep
tuż przy jego miejscu pracy, że dziś w końcu postanowiłam tam zajrzec.
i okazał się bardzo przydatny, gdy po całym poranku poszukiwań owocowej herbaty,
znalazłam w całym mieście tylko jedną, którą już i tak od dawna kupuję.
pani na brännkyrkagatan uratowała honor sztokholmu malinowo-truskawkowym herbapolem.

gdyby ktoś chciał po wakacjach przekazac w dobre ręce mieszkanie na jeżycach,
najlepiej z dużymi oknami i drewnianą podłogą, proszę o wieści.

2 comments:

  1. bardzo bardzo bardzo podoba mi się to trzecie zdjęcie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. :) w poszukiwaniu takich okien zapraszam na poznańskie jeżyce.

      Delete