æ å ø

11:25 AM anna m. 2 Comments




































































































































































































































































































most øresund robi większe wrażenie przemierzany samochodem,
choć nie obyło się bez zamkniętych oczu i paniki.
kopenhaga ma w sobie coś z berlina, plus zimniejsze powietrze i miliardy rowerów.
to jak wielka rewia rowerowej mody, z towarzyszącym festiwalem wielkich kradzieży niepilnowanych pojazdów.
wszystko jawi się w ciepłych brązach i pomarańczach, dużo tam wzorów, uporządkowanych, stonowanych,
i to chyba właśnie takie typowo duńskie. mnóstwo jest też cudownych wielkich przestrzeni,
pustych ulic i ogromnych kamienic z dziesiątkami identycznych małych okien.
może przez te ulice, niektóre bardzo berlińskie, kopenhaga znalazła się bardzo wysoko
na liście moich ulubionych miast. mimo, że zabrała mi głos i trzymała mnie w łóżku,
z litrami herbaty i witaminami prosto z nowego yorku. (ach ten couchsurfing!)

2 comments:

  1. Naprawdę pięknie!mam nadzieję, że będzie kiedyś okazja żebyś opowiedziała więcej,ściskam,buziaki

    ReplyDelete
  2. eeej brakuje mi Ciebie i Twoich zdjęęęćććć...
    wydrukowałabym sobie większość z tego wpisu i powiesiła na ścianie.

    ReplyDelete