-16.0

12:49 AM anna m. 3 Comments





























































































































































































































przestaję wierzyć pogodynce. niemożliwe, że jest aż -16.
kawa z moją ulubioną estońską koleżanką zmotywowała mnie,
do tego by w końcu opowiedzieć o Tallinie, jakiego zapewne więksośc turystów nie zna.

kiedy na promie siedziałyśmy nad planem miasta, i usłyszałam krótkie opisy każdej z dzielnic,
od razu wiedziałam, że spodoba mi się Lasnamäe. Musiałam wydawac się niezbyt rozsądna,
ale wiedziałam, że to będzie to. Pogoda w Tallinie też okazała się idelna.
Chłodno, pochmurno, ponuro. Idealnie, aby wybrac się na wycieczkę
na największe blokowisko jakie kiedykolwiek widziałam.

Rozpoczęłam pomiędzy kamienicami w centrum. Zadymione ściany wielkich domów
przypominały mi Budapeszt. Bilet całodzienny, autobus i mapa przed oczami.
Kilka przystanków i już jesteśmy. Zauważam zdziwione spojrzenia. Tak, to nie jest turystyczna okolica.
Wspaniale. I im głębiej osiedla, tym mniej estońskich głosów słychac w autobusie.
No dobrze, czas wysiąśc. Zostałam ostrzeżona, że łatwo się tam zgubic, więc za wszelką cenę staram się zapamiętywac drogę.
Jeden blok w lewo, dwa w prawo, teraz równolegle do przystanku, jeszcze raz w lewo.
Jak tu polsko! Po tych tygodniach w czystej i poukładaniej szwecji czuję się tu trochę bardziej jak w domu.
Choc tylko trochę, bo nigdzie w polsce nie widziałam jeszcze tak wielkiego blokowiska.
I tak zróżnicowanego. Przechodzę po pustych wielkich przestrzeniach, co jakiś czas widząc, że ktoś zerka zza firanki.
O, jest i wielka droga. Jest i wiadukt.
Kolejne osoby patrzą zaciekawione gdy robię zdjęcia.
Niesamowite, jak wielkie jest Lasnamäe. a za wiaduktem czeka jeszcze więcej wrażeń.

sklep.
większośc produktów ma etykietki wypisane cyrylicą.
pani przy kasie mówi do mnie po rosyjsku.

idę dalej i staram się znaleźc przystanek z którego będę mogła wrócic do 'miasta'.
jest niedziela, muszę więc trochę poczekac, ale w tym czasie moge zając się podziwianiem
jakże bogatego asortymentu w pobliskim kiosku.

wracam. chwilę na rynku, gdzie w końcu mam czas wejśc do muzeum fotografii.
bilety bazują chyba jeszcze na dawnej walucie, i mój ulgowy bilet kosztuje całe 0.64 euro.
muzeum wydaje się miniaturowe, ale było jednym z ciekawszych jakie widziałam.
nie mogę przestac wpatrywac się w stare portrety na pierwszym piętrze.
i wystawa o słonecznej letniej dzielnicy Pirita. Uciekam i z pomocą młodego
estończyka udaje mi sę znaleźc autobus, który mnie tam zawiezie.
Jest okropnie ponuro, wysiadam dośc wcześnie, więc czeka mnie długi spacer pustym wybrzeżem.
tak, w lecie jest pewnie dużo ładniej.
Zauważam też ruiny klasztoru. Podchodzę bliżej, oczywiście poza panią
sprzedającą bilety, jestem tam tylko ja, i ciekawośc miesza się z niepokojem.
Ciemne chmury i ogromne puste ruiny napawają mnie lękiem,
zaglądam więc tylko za próg i uciekam.
Po drugiej stronie nie jest lepiej. Tuż przy plaży napotykam najstraszniejszy
chyba hotel jaki widziałam. Niski, wielki, wydaje byc się opuszczony od lat,
a jednak po drugiej stronie wpadam na grupę wczasowiczów.
cóż. może tylko ja boję się takiej architektury.


jeszcze jedna podróż tramwajem,
ostatnia godzina na Rottermani, młodym i nowoczesnym.
wracam z niebieskim swetrem, kilkoma pocztówkami i tysiącem wrażeń.
niesamowite ile wcieleń ma to miasto.


meeting my favourite estonian friend motivated me to (finally) tell sth about my second visit to tallin.
and its amazing district of lasnamäe. it was cold, gloomy day, just perfect to visit such place.
and i knew from the first moment that i will love it. it felt a bit like poland,
although i have never seen so many blocks in such huge area before.
i tried so much not to get lost, tried to remember every turn that i took.
then i found the huge road, and then the shops. shops where noone spoke estonian.

then a little trip to the city centre again. short visit in a tiny but fascinating museum of photography,
and then to pirita, which probably would be a bit better in the summertime.
a few random tram rides, and some time at modern rottermani to end my trip with.
amazing, how diverse the city is.


3 comments:

  1. Hello girl,
    I don't know how this will sound but I was looking through your blog and really like the beauty of your points of view. It reminds me a bit of one of my friend's work, cavaan, maybe you know her, I don't know.
    Anyway I was wondering if you would like to meet sometimes because I'll be in Stockholm from friday for a week or two and am looking for some aesthete pals to hang out with ^^
    Maybe see you soon
    Lib

    ReplyDelete
    Replies
    1. hi, i'm glad you like it, and i don't know cavaan but i will definitely check her photos :) and of course, we could meet in stockholm, but i'm going home on saturday morning, and coming back on 28th, so either friday or some time later if you stay here for two weeks :)

      Delete